"Cisza też jest muzyką"...

"Cisza też jest muzyką"...
 
„...Jest ta­ka cisza, która gra
na­wet, kiedy wokół hałas trwa. 
Od mu­zyki piękniej­sza jest tyl­ko cisza. 
Każda sztu­ka ma swój su­rowiec, z które­go jest zro­biona. Su­row­cem mu­zyki jest cisza...”
      
Tymi słowami  wprowadzam w klimat innego świata, którym możemy się delektować i dzielić, aby mnożyć nasze odczucia i łagodzić niełatwe życie.    

Otóż w sobotę 28.06.14 w Polskiej Szkole Przedmiotów Ojczystych im. św. Stanisława Kostki w Manchester, odbyły się warsztaty muzyczne "Cisza też jest muzyką". 

Warsztaty były prowadzone przez wybitnego polskiego kompozytora, dyrygenta, antropologa kultury polskiej muzyki i pianistę w jednej osobie - Pana Marcina Dominika Głucha. Podobne warsztaty artysta przeprowadził w wielu szkołach i ośrodkach polonijnych na całym świecie. Jego prace poświęcone kulturze polskiej antropologii można odnaleźć m. in. w Bibliotece Instytutu Polskiego w Londynie oraz w Królewskiej Bibliotece w  Sztokholmie.

Dzięki uprzejmości Konsulatu Generalnego RP w Manchesterze w Anglii,  oraz Polskiej Szkole, mogliśmy  wysłuchać koncertu muzyki polskiej w wykonaniu pana Marcina Dominika Głucha.

Przesympatyczny młody kompozytor urodził się w Warszawie. Tam też studiował w Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina. Był zatrudniony jako pianista w Performing Arts School "Dansforum" w Göteborgu w Szwecji. Współpracował z Instytutem Polskim w Sztokholmie, Rzymie i Pradze. Ponadto pan Marcin był pianistą, chórmistrzem Teatru Muzycznego "Rampa" w Warszawie oraz pianistą Baletu Monte Carlo w Monako, z którym podróżował po szerokim świecie.

Występując w ośrodkach polonijnych Europy i na całym świecie, czynnie propaguje naszą narodową muzykę.  Współpracował gościnnie jako pianista z wydawnictwami nutowymi: duńskim (Samfundet ), szwedzkim (Gehrmans ) i fińskim ( MIC ) . Należy wspomnieć, że także zasiadał w jury Ogólnopolskiego Konkursu Kompozytorskiego dla dzieci i młodzieży w Stalowej Woli. Przeprowadzał klasy mistrzowskie dla młodych pianistów, poświęcone rozwojowi wyobraźni muzycznej dziecka.  

Mając możliwość uczestnictwa w koncercie fortepianowym, udałam się po południu do sali parafialnej polskiego kościoła p.w. Miłosierdzia Bożego. Ponieważ chwilkę się spóźniłam, co jest bardzo niekulturalne, powoli i cichutko zamykałam za sobą drzwi, nie chcąc przeszkadzać artyście, który rozpoczął spotkanie krótką i treściwą mową.
-"Przed koncertem przywitałem się z publicznością", mówił potem do mnie Pan Marcin. "Mam taki zwyczaj, że zawsze uważam iż publiczność jest niezwykle ważnym elementem każdego koncertu. Dobór programu występu powinien być tak przeprowadzony, aby każdy słuchacz wyszedł z koncertu zadowolony i nasycony pięknem brzmienia muzyki. Ja traktuję muzykę jako formę lekarstwa dla duszy i ciała".

Wiedziałam, że jestem  "niegrzeczna" wchodząc w trakcie spotkania ale pan artysta przyjaźnie przywitał mnie spojrzeniem i swym szczerym uśmiechem. To było miłe. Zajęłam tylko na chwilę swe miejsce, bo nie chcąc tracić najlepszego czasu, zaczęłam fotografować ciekawą osobę pianisty. To niezbyt spodobało się jakiejś pani za mną i próbowała mnie przesuwać robiąc zamieszanie. Pan kompozytor był anielsko cierpliwy i wyrozumiały, komunikując na głos, że zgadza się na zdjęcia. Zrobiłam kilka ujęć z bliska i wycofałam się do tyłu na swoje miejsce.        
 
Wsłuchując się w słowa kompozytora, coś zaczęło się ze mną dziać, coś mnie poruszyło... Gdy zagrała muzyka Fryderyka Chopina - wtedy tak bardzo wyraźnie poczułam, że jestem na emigracji, wyrzucona za burtę Ojczyzny gdzieś na obcą wyspę. Dziś to bardzo dobitnie do mnie dotarło. Przecież od lat jestem emigrantem ale to dziś królowa sztuki muzyka - grała na wrażliwych strunach mej duszy, ogarniętej tęsknotą za Ojczyzną.

Patrząc w drewniany sufit, przypominający mi osmalony zakopiański kościółek - płakałam...
 
Przed oczami duszy mojej zobaczyłam te obrazy z przeszłości, które wróciły do mnie dziś i zaczęły mocno stukać jak klawisze w moje tułacze serce. Ludwig van Beethoven powiedział coś takiego, że "Krzyże w życiu pełnią po­dobną rolę jak krzyżyki w mu­zyce: podwyższają". No i podwyższył się poziom mej nostalgii, nie umiałam przestać płakać...
 
Pomyślałam wtedy, cóż mógł czuć Władysław Szpilman, pianista owego dnia, kiedy grał na fortepianie balladę g-moll Fryderyka Chopina dla niemieckiego kapitana Wilma Hosenfelda. Wzruszony muzyką kapitan postanowił pomóc mu przeżyć...

Ponieważ mu­zyka to naj­lep­sza towarzyszka dla te­go, kto cier­pi - dlatego "narody potrzebują muzyki. Muzyka jest ochocza i ra­dos­na jak dziec­ko, og­nista i po­wab­na jak młoda dziew­czy­na, dob­ra i mądra jak sta­ry człowiek, który spędził owoc­nie życie." 
 
Po Walcach Fryderyka dało sie słyszeć Sonatę fortepianową Józefa Wieniawskiego. Zrozumiałam, że "mu­zyka jest je­dyną zmysłową przy­jem­nością poz­ba­wioną zna­mion grzechu".

Na program koncertu złożyły się także utwory Teodora Leszetyckiego, Kaprysy Zygmunta Stojowskiego, Maurycego Moszkowskiego i tutaj się zatrzymam. Jest to ciekawa postać choćby dlatego, że istnieją spory co do narodowości Moszkowskiego. Podaje się w niektórych publikacjach, że był on niemieckim pianistą o narodowości polskiej pochodzenia żydowskiego. Urodził się we Wrocławiu. Skomponował kilkadziesiąt utworów wirtuozowskich (głównie na fortepian). Maurycy Moszkowski to kompozytor wykonywany przez wielu pianistów, a Pan Marcin już w wieku szkolnym grał jego etiudy.
        
Po utworach Moszkowskiego nastąpiła krótka przerwa, gdzie przy stoliku, delektując się herbatą kompozytor udzielił mi ciekawego wywiadu.
 
Dowiedziałam się, że Pan Marcin mieszka w Szwecji już od 17 lat. Tak się złożyło, że ojciec pianisty Pan Wojciech Głuch również jest kompozytorem, dyrygentem oraz wykładowcą od ponad 24 lat na tamtejszym Uniwersytecie Ludowym. Po ukończeniu Akademii Muzycznej Pan Marcin przyjechał do Göteborga w Szwecji.
 
 -"Szwecja stała się moim drugim domem", mówił pianista. "Jest to kraj o dobrych ludziach, spokojnym życiu i czasami bardzo pięknej pogodzie. Szwedzi są narodem bardzo otwartym i życzliwym , chętnym na współpracę oraz kooperację. Mimo tego czuję tęsknotę za Polską. Czasami ze smutkiem obserwuję zachodzące tam wydarzenia. Zawsze miałem marzenie aby pracować w polskich instytucjach artystycznych. Niestety nie jest to takie proste. Pomimo ogromnego doświadczenia występów w wielu krajach, bardzo rzadko występuję w Ojczyźnie.

Polska moja Ojczyzna, to dla mnie bardzo ważne pojęcie. Urodziłem się w Polsce. Tam też się wychowałem. Jako pianista, kompozytor i dyrygent dorastałem i także miałem pierwsze występy.

Niestety z braku pracy a także kontaktów, musiałem wyemigrować. Jednakże  cały czas myślę o Polsce i uważam osobiście, że każdy Polak powinien wszędzie gdziekolwiek się znajduje na świecie, mówić dobrze o Polsce, szanować Jej Dobre Imię, dbać o promocję jak najlepszego Jej wizerunku.

Myślę, że ja robię to przez granie koncertów, prowadzenie warsztatów, odczytów, promocję polskiej kultury muzycznej i głęboką antropologię polskiej kultury a także przez znajdywanie kompozytorów zapomnianych a wartych pokazania w salach koncertowych świata.

Na wielu swoich koncertach zarówno pianistycznych jak i dyrygenckich prezentuję bardzo często polską muzykę fortepianową, choć grywam koncerty poświęcone w całości myzyce szwedzkiej, hiszpańskiej i francuskiej a także przygotowuję programy z cyklem muzyki rosyjskiej.

Lubię grać solowo i muzykować kameralnie ze skrzypkami, wiolonczelistami oraz śpiewakami. Nigdy natomiast nie grałem koncertu z orkiestrą.

Bardzo lubię grać polską muzykę fortepianową. Staram się szukać zapominanych kompozytorów. Trudno mi znaleźć ulubionego kompozytora, gdyż wszyscy są bardzo wartościowi".
 
Spytałam kompozytora w ilu krajach miał przyjemność koncertować.
 
-"Koncertowałem już w 30 krajach i mam wielkie marzenie, aby móc dalej jeździć po świecie, grać i uczyć, tak jak podróżowała ze swymi koncertami Regina Smendziańska pianistka, odwiedzając ponad 120 krajów świata".
 
Pytałam o komponowanie muzyki, czyli co najbardziej pomaga w komponowaniu.
 
-"Przede wszystkim cisza i zrozumienie przyrody jest głównym materiałem inspirującym mnie do pracy. Dobra atmosfera wokół mnie, miłość i zrozumienie też daje źródło energii dla mojej pracy.

Talent muzyczny odkryli we mnie Rodzice.

Jak wspomniałem wcześniej mój Ojciec jest kompozytorem, Mama zaś architektem wnętrz. Dom rodzinny tętnił i tętni cały czas dźwiękami i sztuką, w której można znaleźć ukojenie i odpoczynek.

Bardzo dużo czytam szczególnie starych ksiąg z literatury polskiej wieku XVII-XIX oraz oglądam filmy dokumentalne zwłaszcza czarno - białe, najlepiej nakręcone w latach 30-50tych".  
 
Idąc dalej zagadnęłam także o muzykę filmową i muzykę do piosenek.
 
"Tak napisałem muzykę do filmu "A ciel ouvert", (Pod gołym niebem) w reżyserii Gabriela Vanderpasa (film dokumentalny o pracy balsamisty). Piszę też muzykę do piosenek (między Teksty Danieli Zybalanki Jaśko)"
 
Wspomnę, że pozwoliłam sobie obejrzeć zwiastun wspomnianego filmu i zapewniam, że muzyka była tam kompletnym dopełnieniem, bardzo tak niecodziennej tematyki, jaką podjął reżyser filmu.
 
Zapytałam pianistę o to, czy słyszy On w sobie muzykę, która powoduje, że zaczyna tworzyć...
 
-"Myślę, że muzyka jest cały czas we mnie i kiedy nastąpi połączenie tematów, zdań, wersów - to wtedy zaczynam pisać, czasami trwa to dość długo, nawet tygodnie i miesiące.
Lubię komponować w wielu miejscach, najczęściej w takich gdzie jest cisza, oraz w pociągach i  samolotach.

W domu pracuję na starym pianinie, komponuję głównie bez użycia instrumentu.

Dopiero w końcowej fazie sprawdzam niektóre fragmenty dzieła. Uważam podobnie jak Wojciech Kilar, że prawdziwy kompozytor powinien napisać jedno wspaniałe udane dzieło w roku".
 
Zainteresowana zahaczyłam także o pierwszy instrument muzyczny kompozytora.
 
-"Fortepian był moim pierwszym instrumentem i będzie do końca moich dni tym najważniejszym. Grywam czasami na klarnecie, ale jest to tylko hobby. W muzyce naprawdę można się zakochać. Jest ona  niezwykłą pasją, która może doprowadzać do wspaniałych przeżyć i wrażeń.".
 
W rozmowie zaczepiłam o to, czy przy goleniu Pan Marcin śpiewa sobie swoje ulubione piosenki...
 
 -"Lubię śpiewać przy goleniu i mam swoją ulubioną piosenkę, która dodaje mi ogromnej siły. Jest to utwór do słów Jonasza Kofty i muzyki Juliusza Lorenca, "Radość o poranku". Dla przyjemności słucham także dość dużo muzyki alternatywnej: housu, jazzu oraz starych przebojów polskich lat 60-70."
 
Przerwa przy herbatce dobiegła końca a przemiły kompozytor otworzył drugą część koncertu, na którą złożyły się także utwory samego mistrza.  Pozwolę sobie je przedstawić.

Były to Rymanowskie nastroje oraz Podróż Nilsa (pamięci Selmy Lagerlof, szwedzkiej pisarki).

Bardzo podobały mi się utwory kompozytora, ponieważ lubię słuchać jazzu, a tam przewijały się nuty jazzowe, łaskoczące moje ucho.

Zabrakło jednak czasu na bisy...choć ja i inna słuchaczka miałyśmy konkretne życzenie.

Po koncercie poprosiłam o kilka słów nt "Rymanowskich nastrojów oraz Podróży Nilsa"... Dlaczego kompozytor wybrał  Rymanów jako temat muzyczny do swej kompozycji...
 
-"Rymanów stał się dla mnie tematem mojej kompozycji, gdyż wielokrotnie grałem tam koncerty zdrojowe. Atmosfera tam panująca, pewna niebiańska błogość, spokój świetny klimat, spowodował pojawienie się natchnienia muzycznego do tego utworu. Nie pamiętam dokładnie kiedy je napisałem ale było to ze cztery lata temu. Podróż Nilsa to bardzo osobisty utwór. Pisałem go pod wpływem wspaniałej książki Selmy Lagerlöf. "Cudowna Podróż" to opowieść o małym chłopcu Nilsie Holmgersonie, który był bardzo niegrzeczny dla swoich rodziców i za karę został zamieniony w malutkiego chłopczyka, który podróżuje po pięknym kraju jakim jest Szwecja - kraju który stał się moją drugą ojczyzną. Książkę tę dostałem od mojej Mamy na swoje drugie urodziny. Wracam do niej bardzo często. Uwielbiam podróżować, sprawia mi to ogromną radość i ukojenie zawodowe. W wielu moich utworach słychać nutę jazzową, zarówno w Podróży Nilsa a także w obu suitach fortepianowych, dwóch triach fortepianowych oraz pieśniach, które zagrałem..."
 
Na koniec zadałam prozaiczne pytanie, jak tak naprawdę wygląda codzienne życie kompozytora i pianisty, życie tak bardzo wrażliwej osoby jaką jest kompozytor.

-"Moje życie codzienne jest bardzo normalne, tak jak każdego z ludzi. Oprócz codziennych obowiązków, staram się znaleźć miejsce na czytanie dobrych książek i jazdę na rowerze (około 20 km dziennie)."
 
Ponieważ czas, który powoli kurczył się, wybił nam godzinę pożegnania - przerwaliśmy rozmowę i  wszyscy rozeszliśmy się w swoje strony. Ja dosiadłam swój rower, a kompozytor odjechał z kimś autem, mijając mnie po drodze. Do tej chwili pamiętam jego postać, kiedy machał ręką na pożegnanie.
 
Wszyscy jesteśmy tymczasowymi gośćmi zesłanymi na ziemię przez dar życia. Przychodzimy i odchodzimy w czasie a muzyka trwa wiecznie przekazywana z pokolenia na pokolenie, łagodząc nasze często tułacze życie...
       
Dzięki dotknięciu jakie uczyniła we mnie muzyka podczas koncertu polskiego kompozytora, poznałam inny muzyczny świat i znowu sercem i duchem powróciłam do mej Ojczyzny – Polski, w której zakotwiczone jest moje serce.
Ten muzyczny świat wzbogacił moją listę zainteresowań. Myślę, że podobne wrażenie odebrali słuchacze owego koncertu.
 
Mam nadzieję, że Pan Marcin powróci ponownie do naszej Polonii ze swym repertuarem i będziemy mogli ugościć kompozytora "czym chata bogata tym rada". 
 
Text Xenia Jacoby

Opracował i do publikacji przygotował:

Roman Andrzej Śniady