Banki w Polsce i NBP mają się dobrze, gorzej ze SKOK-ami

„Narodowy Bank Polski skutecznie realizuje ustawowe zobowiązania banku centralnego w zakresie polityki pieniężnej” - stwierdził ostatnio w Sejmie podczas sprawozdania za ub. rok z działalności NBP jego prezes, prof. Adam Glapiński.
Okazało się przy tym, że NBP wykazał się wówczas rekordowo wysokim zyskiem, podobnie, jak banki działające w naszym kraju. W 2016 r. zysk sektora bankowego wyniósł 13,9 mld zł, czyli, o 8,4 proc. więcej niż rok wcześniej. I to pomimo wprowadzonego od lutego ub. roku podatku od niektórych instytucji finansowych (łącznie banki zapłaciły z tego tytułu około 3,2 mld zł).
Glapiński wyjaśnił, że wzrost zysku banków był możliwy w dużym stopniu dzięki jednorazowemu przychodowi w wyniku sprzedaży udziałów w Visa Europe, zajmującej się wydawaniem kart płatniczych. Z drugiej strony szef NBP zwrócił uwagę na fakt, że banki czekają poważne wyzwania, m.in. w wyniku wejścia w życie nowych praw unijnych - mogą one wpłynąć na wysokość zysków banków w przyszłości czy wielkość udzielanych kredytów.
To jednak nie wszystko. Bowiem problemem polskich instytucji finansowych, który wciąż czeka na rozwiązanie, są kredyty mieszkaniowe denominowane w walutach obcych, zwłaszcza we frankach szwajcarskich. W ostatnich latach nastąpił wzrost kwoty pozostałej do spłacenia, mimo często wieloletniego spłacania tych kredytów. Stało się tak z powodu gwałtownego osłabienia złotego, zwłaszcza w wyniku uwolnienia kursu franka przez szwajcarski bank centralny. „W ocenie NBP priorytetem przy podejmowaniu jakichkolwiek działań instytucjonalnych odnośnie do kredytów walutowych powinno być zachowanie stabilności systemu finansowego. NBP opowiada się za restrukturyzacją na zasadzie dobrowolnych porozumień pomiędzy bankami i kredytobiorcami” - ocenił Glapiński.
O ile sektor banków spółdzielczych jest relatywnie bezpieczny i stabilny, a NBP popiera jego „dalszą integrację”, w trudnej sytuacji znajdują się SKOK-i (spółdzielcze kasy oszczędnościowo-kredytowe). W opinii prezesa NBP „w dalszym ciągu sytuacja kapitałowa niektórych kas pozostaje trudna, a sektor wymaga dokapitalizowania”.
Wiele o faktycznym stanie, w jakim znalazły się SKOK-i  świadczą konkretne dane przedstawione w sejmowym wystąpieniu Glapińskiego. W ub. r. „w efekcie działań restrukturyzacyjnych trzy kasy zostały przejęte przez banki, a wobec pięciu ogłoszona została upadłość. Konieczne było zaangażowanie Bankowego Funduszu Gwarancyjnego, który przeznaczył 600 mln zł na wypłaty środków gwarantowanych dla deponentów pięciu kas”. W ocenie prezesa uszczupliło to jego środki i spowodowało „konieczność ich odtworzenia przez pozostałych uczestników systemu gwarantowania depozytów”, tj. w lwiej części przez banki. Oznacza to, że 2016 r. okazał się kolejnym, po 2015, rokiem, w którym BFG musiał wypłacać pieniądze właścicielom lokat (do wysokości 100 tys. euro) w instytucjach finansowych, które upadły. Tyle, że kwota wypłat nie była aż tak wysoka, jak rok wcześniej (ok. 5 mld zł w wyniku postawienia w stan upadłości SK Banku z Wołomina oraz SKOK Wołomin). Czy 2017 okaże się kolejnym takim rokiem okaże się dopiero na jego koniec.
W przeciwieństwie do kas sam Narodowy Bank Polski znajduje się w doskonałej sytuacji. Na koniec 2016 r. oficjalne aktywa rezerwowe NBP osiągnęły równowartość 108,1 mld euro, zapewniającą zachowanie właściwego poziomu powszechnie stosowanych tzw. wskaźników adekwatności rezerw. Ponadto, wg zapewnień Glapińskiego, NBP inwestuje w brytyjskie, norweskie, australijskie i nowozelandzkie papiery wartościowe. W 2016 r. stopa zwrotu z rezerw wyliczona w złotych osiągnęła 5,2 proc. Składnikiem oficjalnych aktywów rezerwowych NBP jest także złoto monetarne, którego zasób w ostatnich latach nie uległ zmianie i wynosi ok. 103 t. W 2016 r. NBP uzyskał z tytułu inwestowania złota dochód w wysokości 6,8 mln euro, tj. ok 29,7 mln zł.
Co istotne w ub.r. NBP osiągnął najwyższy w ostatniej dekadzie wynik finansowy w wysokości 9,2 mld zł. Wypracowany przez NBP zysk był głównie skutkiem efektywnego zarządzania rezerwami dewizowymi. 95 proc. wypracowanego zysku NBP zasiliło budżet państwa, a pozostałe 5 proc. zostało odpisane na fundusz rezerwowy Banku. W czerwcu NBP przekazał w związku z tym do budżetu państwa 8,7 mld zł.
Prof. Glapiński dużą część swego wystąpienia poświęcił także konieczności przejęcia przez NBP funkcji sprawowanych obecnie przez podległą premierowi Komisję Nadzoru Finansowego. Byłoby wówczas łatwiej - wyjaśniał prezes - zapewnić stabilność systemu finansowego i jego bezpieczeństwo w naszym kraju. Bez wątpienia usprawniłoby to „nadzór nad ryzykiem w krajowym systemie finansowym i zwiększyło skuteczność zapobiegania sytuacjom kryzysowym”. Ponadto „łatwiejsze i skuteczniejsze byłoby diagnozowanie ryzyka systemowego oraz stosowanie narzędzi nadzorczych”.
W opinii Glapińskiego „doświadczenia międzynarodowe wyraźnie wskazują, że w sytuacji zaistnienia kryzysu model, w którym nadzór mikroostrożnościowy znajduje się poza bankiem centralnym nie sprawdza się. Umiejscowienie nadzoru mikroostrożnościowego w banku centralnym pozwala natomiast skoncentrować odpowiedzialność, eliminuje problemy z wymianą informacji i konfliktem kompetencji”. Zapewniłoby to też niezależność nadzoru finansowego.
Co więcej „model taki zapewnia sprawne i zdecydowane działanie, dzięki czemu możliwe jest skuteczne ograniczanie strat”. Glapiński wyjaśnił, że to dlatego w większości państw unijnych, w tym także w unii bankowej, „zdecydowano o powierzeniu roli nadzoru mikroostrożnościowego bankom centralnym”.