Polska i świat okiem historyków-kosmitów*

Dawno temu, jeszcze w szkole podstawowej, moja nauczycielka historii zadała nam pytanie czy np. 50 lat w poznawaniu historii świata jest to długi czy krótki okres?...

Dla 12 letnich podlotków tyle lat wydawało się niewyobrażaną nieskończonością i oczywiście odpowiedzieliśmy, że bardzo długi. Dopiero jak "nasza psorka" wskazała nam, że taki okres omówiony jest dla przykładu na jednej stronie książki do historii zrozumieliśmy, że tak naprawdę  w jej nauczaniu i poznawaniu ważne są daty i wydarzenia przełomowe a ucząc się jej operujemy relatywnie długimi okresami czasowymi, w których kilkadziesiąt lat może znaczyć bardzo dużo, ale może też być zredukowane do kilku historycznych zdań opisu...

Jak opisywać nas będą więc przyszli historycy, jak zostaną zapisane ostatnie 22 lata naszej, polskiej historii politycznej?

Nie jestem historykiem, więc nie jestem uprawniony i nie powinienem naukowo-historycznie analizować przeszłych dziejów. Mogę natomiast wirtualnie wyobrazić sobie np. przyszłego historyka, piszącego z niedawno zasiedlonego przez ludzkość Marsa.

Może - np. w odniesieniu do polskich prezydentów - ten marsjański historyk napisze hipotetycznie (to moja fantazja li tylko) np. tak, jak poniżej?

"W 1989 roku doszło do spotkania przy "okrągłym stole" przedstawicieli władzy PRL z przedstawicielami koncesjonowanej przez nią i nastawionej wobec niej ugodowo tzw. opozycji systemowej. W wyniku owych rozmów po 45 letnim okresie eksperymentu komunistycznego w Polsce w roku 1989 nastąpiły częściowo wolne wybory parlamentarne, których efektem był wybór - najpierw niedemokratycznie 19 lipca 1989 roku a następnie 31.12.1989 roku przez częściowo demokratycznie wybrane Zgromadzenie Narodowe – na Prezydenta tzw. III RP Wojciecha Jaruzelskiego - komunistycznego aparatczyka, twórcy Stanu Wojennego i sowieckiego agenta komunistycznego o pseudonimie "Wolski". Ciekawostką jest to, że powróciwszy do Polski ze zsyłki do komunistycznej Syberii, nie został od razu rozpoznany ani przez własna siostrę  ani matkę oraz cudownie zagoiła mu się - uszkodzona w dzieciństwie - ręka.

22.12.1990 roku i po nowych, już demokratycznych wyborach, nowym prezydentem zostaje L. Wałęsa, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, historyczny przywódca Solidarności i wykreowanych przez władze komunistyczne PRL strajków robotniczych w Polsce w roku 1970 i 1980 oraz agent komunistycznych służb specjalnych PRL o pseudonimie "Bolek", do czedgo przyznał się tylko raz w wycofanym po 5 minutach oświadczeniu w roku 1992.

Kolejnym i sprawującym swój urząd przez 10 lat Prezydentem Polski zostaje 23.12.1995 roku Aleksander Kwaśniewski - komunistyczny aparatczyk oraz agent komunistycznych służb specjalnych o pseudonimie "Alek".  Ciekawostką jest fakt, że przez wiele lat nieuprawnienie używał tytułu zawodowego magistra, faktycznie nigdy go nie nie zdobywszy.

23.12. 2005 nowym prezydentem zostaje - niezarejestrowany w IPN jako agent służb specjalnych Sowietów ani PRL, choć uczestnik umów "okrągłego stołu" - prof. Lech Kaczyński. Pod koniec swojej kadencji ginie jednak w niewyjaśnionych okolicznościach. Podczas lotu do Rosji na obchody 70-lecia ludobójstwa i mordu dokonanego przez komunistycznych Sowietów (ZSRR) na Polakach w Katyniu w roku 1940, jego samolot rozbił się nad Smoleńskiem i razem z nim zginęli wszyscy pasażerowie, w tym wszyscy dowódcy polskich sił zbrojnych (dowódcy NATO), prezes NBP, prezes IPN i wielu  innych.

Po nigdy nie wyjaśnionej (podobnie jak katastrofa gibraltarska) "tragedii smoleńskiej", 6 sierpnia 2010 roku, prezydentem zostaje - pełniący wcześniej funkcje Marszałka Sejmu - B. Komorowski, który w latach 90-tuych XX wieku na zaproszenie rosyjskich służb specjalnych KGB jeździł - jako zapalony myśliwy - na polowania do Rosji oraz często nieuprawnienie używał tytułu hrabiowskiego.

Oceniając okres tych 22 lat polskiej historii politycznej i biorąc pod uwagę tylko charakterystykę postaci polskich prezydentów, można stwierdzić, że - za wyjątkiem prezydenckiego epizodu L. Kaczyńskiego - Polska nigdy nie przestała być obszarem wpływu ludzi zakorzenionych w systemie PRL i obszarem wpływu Rosji... niezależnie czy sowieckiej czy postsowieckiej a zarówno katastrofa w Gibraltarze, mordy polskich elit dokonywane przez nazistów i komunistów oraz tragedia smoleńska są elementami syjo-masońskiego procesu niszczenia narodu polskiego".

Oczywiście, inny historyk z planety Wenus, zaprzeczy tak ujmowanej historii i przytoczy te same fakty uprawniające zupełnie do innych wniosków a nawet podważający autentyczność np. prezydenckich charakterystyk marsjańskiego historyka. Z kolei "księżycowy historyk" stwierdzi, że nie było żadnego upadku komunizmu i tylko przepoczwarzył się on twórczo w postsowiecki globalizm i unionizm. Na to zapewne historyk z Jowisza odpowie, że to Bóg Słońca kieruje światem i poprzez szatańskie NWO zaprowadza swój Nowy Porządek Świata a komunizm, czy nazizm, czy unionizm są tylko metodami jego osiągnięcia. Historyk z Saturna stwierdzi zaś ad vocem, że NWO to wytwór jakichś chorych umysłowo, mitomańskich i psychopatycznych Iluminatów i syjo-masońskiego spisku światowego mającego doprowadzić do ograniczenia ludności świata do 500 milionów i stworzenia jednego centralnego rządu światowego z siedzibą w Polsce, tj. tzw. Judeopolonii. Doda, że 22 lata postkomunistycznej Polski było budową fundamentów owej Judeopolonii. W tej dyskusji nie omieszka zabrać głosu "rozpalony z gorąca" historyk z Merkurego, który autorytatywnie stwierdzi, że to syjonistyczna finansjera steruje obecnie światem i nie ma to nic wspólnego z jakąś mityczną Judeopolonią czy innym wytworem chorych umysłów. Uczony z Neptuna zaprzeczy takiej tezie, twierdząc, że "owi syjoniści" nie są Żydami ale jeno potomkami historycznych Chazarów a tylko uważają się za zaginione 13 plemię "narodu wybranego" i nazywani są Żydami Aszkenazyjskimi. Zakończy spór "uczony w pismach" autorytet z Uranu i stwierdzi, że światem i tym samym Polską kierują i tworzą jej historię... cykliści, którzy przywędrowali do nas jako "ufoludki" z innych wymiarów Wszechświata.   Z pewnością też usłyszymy również, że tak naprawdę Napoleon jeszcze żyje a wszyscy totalitaryści byli jego reinkarnacyjnymi, kabalistycznymi wcieleniami, którym do snu śpiewał i śpiewa wiecznie żywy E. Presley, któremu z kolei pohukuje do rytmu czczona przez wielu okultystów Sowa lub beczy złowrogo Kozioł Rogaty...

A mnie ciekawi tak naprawdę jedno: Co i w jaki sposób napiszą nasi zwykli, ziemscy historycy a nie jacyś fikcyjni, marsjańscy czy inni, którzy tak naprawdę nie istnieją lub piszą swoją historię w odmiennych i pozanormalnych stanach świadomości...?

Będę niezmiernie zaskoczony i na pewno zszokowany jeżeli kiedyś powtórzą w swoich analizach większość faktów i wniosków spisanych przez moich, jeno fikcyjnych i wiecznie konfabulujących bohaterów z innych planet... Niezależnie jednak od wszystkiego, to chciałbym, aby ziemscy historycy pisali prawdę i nie tworzyli w czasie obecnym fikcyjnych zdarzeń przeszłych... 

Pozdrawiam

*tekst niniejszy jest parafrazą mojego postu z listopada 2011 zatytułowanego: Polska okiem przyszłego, marsjańskiego historyka...

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad...
http://krzysztofjaw.blogspot.com/
kjahog@gmail.com

Forum jest miejscem wymiany opinii użytkowników, myśli, informacji, komentarzy, nawiązywania kontaktów i rodzenia się inicjatyw. Dlatego eliminowane będą wszelkie wpisy wielokrotne, zawierające wulgarne słowa i wyrażenia, groźby karalne, obrzucanie się obelgami, obrażanie forumowiczów, członków redakcji i innych osób. Bezwzględnie będziemy zwalczali trollowanie, wszczynanie awantur i prowokowanie. Jeśli czyjaś opinia nie została dopuszczona, to znaczy, że zaliczona została do jednej z wymienionych kategorii. Jednocześnie podkreślamy, iż rozumiemy, że nasze środowisko chce mieć miejsce odreagowywania wielu lat poniżania i ciągłej nagonki na nas przez obóz "miłości", ale nie upoważnia to do stosowania wulgarnego języka. Dopuszczalna jest natomiast nawet najostrzejsza krytyka, ale bez wycieczek osobistych.

Komentarze

Obrazek użytkownika Iranda

16-10-2012 [11:07] - Iranda | Link:

znajomy twierdził, że utrwalenie demokracji i samorządności wymaga co najmniej pięćdziesięciu lat. Zaczynam w to wierzyć - nasz obecny ustrój jest coraz bledszą kalką PRL. Jeszcze niecałe trzydzieści lat i może będzie tak, jak sobie to wyobrażaliśmy naiwnie 20 lat temu. Ale najpierw muszą wymrzeć wszyscy twórcy tego dziwacznego układu - tak jak ZSRR skończyło się, gdy wymarli wszyscy bezpośredni twórcy władzy komunistycznej, ich pogrobowcy już nie mieli takiej siły przebicia ani poparcia społecznego. Pozdrawiam, 

Obrazek użytkownika krzysztofjaw

16-10-2012 [11:26] - krzysztofjaw | Link:

Problem w tym, że Ci "starzy" kształtują "młodych", którzy przejmują ich sposób postrzegania rzeczywistości i sposób funkcjonowania w niej. Coraz bardziej wydaje mi się, iż potrzebna jest zmiana radykalna, ostre cięcie...

Pozdrawiam