Galeria ambitnych

Po latach zrozumiałem, że trzeba mieć specjalne upodobanie do życia na śmietniku by zachować uczciwość, z której nie płynie nawet satysfakcja a jedynie zgorzknienie. Tu nie chodzi o uleganie pokusie ale po 1989 roku dziesiątki uczciwych ludzi stanęło przed wyborem: pozostać uczciwymi i skazać się na nieistnienie, na niebyt (jak powiedział Michnik do śp. Piotra Skórzyńskiego: „nigdy nie zaistniejesz”) lub pójść na służbę do ciemnej strony mocy. Zwłaszcza ludzie młodzi, zdolni, inteligentni, którzy w każdym normalnym kraju zajęliby należne sobie miejsca w elicie społeczeństwa, musieli bardzo ciężko ten wybór przeżywać i wybierali służbę złu by zaistnieć. Czasami starali się stroić w tzw. obiektywizm. Czołowym przedstawicielem tego gatunku jest Zaremba. Zazwyczaj człowiek ciężko przeżywa świadomość zeszmacenia i dlatego chciałby we własnych oczach uchodzić za odważnego, a skoro odwagi Pan Bóg poskąpił, to za obiektywnego.

Czasami dopiero w starciu z życiem dochodziło do wyboru kasy i władzy. Naiwni myśleli, że mają wybór i dopiero kiedy stawali przed alternatywą: nie istnieć lub służyć, wybierali to drugie rozwiązanie.

Pomijam tu środowisko „Wybiórczej” wyjątkowo zdemoralizowane i pozbawione wszelkich zasad moralnych już od urodzenia. Tacy jak Czuchnowski nigdy nie mieli żadnych wątpliwości i jeszcze gdy byli plemnikami wiedzieli, że będą służyć za kasą w krzewieniu podłości i kłamstwa. Ale upodobanie do kłamstwa nie jest immanentną cechą człowieka poza tym środowiskiem.

Gdy w 2005 roku odwiedził mnie Cezary Michalski, ten wybitny intelektualista, który właśnie debiutował jako pisarz i przenikliwy krytyk Michnika, żył ze sprzedaży filtrów do wody. Kiedy po kilku tygodniach Michalski złapał Pana Boga za nogi w postaci Axela Springera, czyż można było się dziwić, iż natychmiast zerwał kontakty ze mną, przestał odpowiadać na telefony i maile. Rozumiałem go doskonale i pochwalałem wybór. Przecież w końcu będzie mógł zaistnieć bez łaski Michnika. Też wolałbym pisać niż sprzedawać po domach filtry do wody. Potem pojawiła się kwestia ceny i dziś wiem że wybrałby filtry.

Dziś będzie o czołowym propagandyście katastrof spadających na Polskę z powodu sojuszu polsko-amerykańskiego, Andrzeju Taladze. Talaga nie napisze, że powinniśmy być wasalem Rosji, on po prostu będzie zwalczał wszelkie rozwiązania to zwasalizowanie uniemożliwiające. Taka zabawa w obiektywizm. Pieśń wasala Talaga zostawi Iwińskiemu albo Zemkemu. Ale czy walka z sojuszem polsko-amerykańskim jest przypadkiem u Andrzeja, który swoje pióro wynajął spółce Axel Springer -Abramowicz. Rura wszak zobowiązuje.

Andrzeja poznałem w 1997 roku. Podróżowaliśmy wówczas razem przez kawałek Turcji i Kaukazu. Wysoki, przystojny Andrzej cieszył się powodzeniem u kobiet i gdyby na tym poprzestał, zapewne wszyscy wyszlibyśmy na tym lepiej. Niestety Andrzej zajął się polityką a raczej postanowił wynająć swoje pióro i inteligencję. Nie od razu jednak zdecydował się kto zapłaci więcej. Początkowo uważał, że może zachować niezależność. Bardzo się też pilnował by niczym przede mną nie zdradzić prawdziwych poglądów. Zapewne nie miał wtedy żadnych – nikt przecież nie płacił. Nie powiedzieć w żadnej sprawie żadnego zdania, które mogłoby go określić politycznie – to duża sztuka. Zwłaszcza, że ja swych poglądów nie ukrywałem, bo i po co i wróżyłem jego planom założenia własnej agencji informacyjnej jak najgorzej. Przewidywałem, że będzie musiał pójść na służbę. To tylko kwestia czasu.

Gdy później zobaczyłem Andrzeja w „Nowym Państwie” doszedłem do wniosku, że się pomyliłem, że jego ostrożność nie wynikała z koniunkturalizmu i szukania opłacalnej drogi kariery. Ale „Nowe Państwo” de facto padło i Andrzej znalazł się na zielonej trawce i zrozumiał gdzie są konfitury. Po błędach młodości postanowił już nigdy nie znaleźć się w niepewnej sytuacji. Wybrał pracodawcą wypłacalnego, który potrafi zadbać o swoich wasali. Wystarczy służyć interesom rosyjsko-niemieckim i problemy materialne mamy w Polsce rozwiązane. Ciekawe czy żona Andrzeja nadal pracuje w „Wybiórczej”. Wówczas gdy się poznaliśmy się, tłumaczył, że ona pisze tylko w dziale mody. W piekle przecież też można tylko reperować kotły i nikomu nie szkodzić.

Wniosek: pierwsze wrażenie zawsze prawdziwe.  

 

Człowiek wkracza powoli w wiek, w którym już czas spisywać wspomnienia o spotkanych ludziach i ich wyborach. Gdy byłem młody, uważałem się za bezkompromisowego i potępiałem każdy przypadek zgnidziałego inteligenta wypatrującego tylko komu by się tu sprzedać by zapłacił więcej i pozwolił wygodniej się urządzić.